poniedziałek, 16 listopada 2015

Psia stacja 3 - Cezar

Ul. Kosynierów (zaraz za budynkiem poczty).
Jest to częsty przystanek dla niecierpliwych piesków, które zmierzają z właścicielami w kierunku bulwaru nad Kamienicą. Z roku na rok to miejsce jest coraz bardziej uporządkowane - nie ma już wielkogabarytowych śmieci, które dawniej tu leżały; zostały jedynie niedopałki i drobne papierki, które będzie można wrzucać do naszego "psiego kosza".















niedziela, 15 listopada 2015

Czemu nie pozwolić działać naturze?

Na wysypiska i tak już trafiają tony plastiku, który nie ulega biodegradacji. Czy jest sens zasilać je jeszcze woreczkami? Czy to nie jest nieekologiczne?

Jest. Tylko niestety tym razem wybór jest między złem a jeszcze większym  złem.

Poniżej, jako ciekawostka, pokazany jest okres rozkładu różnych produktów:

skórka banana - od kilku dni do miesiąca
papier - kilka miesięcy
wełniany szalik - rok
filtr papierosa - 5 lat
pieluszka typu Pampers - 20 lat
pojemnik z grubego plastiku - 30 lat
gumowa podeszwa - 70 lat
metalowa puszka - 100 lat
aluminiowa puszka - 300 lat

Jak w tym zestawieniu wyglądają jednorazówki? Jeśli zrobione są z polietylenu to być może nie ulegną biodegradacji nigdy. Polimery uzyskane z ropy naftowej nie stanowią pożywienia dla bakterii, a tym samym z czasem po prostu rozpadają się na coraz mniejsze kawałki, a ostatecznie toksyczne granulki, które znikną kompletnie po okresie miedzy 500 a 1000 lat. Przynajmniej taka jest teoria, bo ludzkość zaczęła produkować plastik stosunkowo niedawno.

Ile zajmie to psiej niespodziance pozostawionej na łonie natury? Kilka dni. A raczej tyle by zajęło, gdyby psy miały taką dietę jak ich kuzyni wilki - dietę bogatą w białka i wapń. Tego typu odpadki są szybko rozkładane przez mikroorganizmy i utylizowane przez owady. Nasze psy jedzą jednak karmę z zawartością konserwantów, chemicznych "ulepszaczy" oraz ziaren. To powoduje, że odchody są bardziej zwarte i w skrajnych przypadkach całkowicie znikną dopiero po roku.

Trzeba oprócz tego pamiętać, że natura też ma ograniczone możliwości utylizacji. Amerykanie szacują, że ekosystem (bakterie i owady) poradzi sobie z usuwaniem nieczystości w naturalny sposób jeśli obszar 5 km kwadratowych zamieszkują 2 psy. W mieście na tym samym obszarze mieszka - średnio - 125 psów...

Pomijając względy estetyczne odchody są również groźne dla dzieci, ponieważ mogą się w nich znajdować jaja pasożytniczych robaków takich jak tasiemce, a także bakterie e coli, bakterie odpowiedzialne za salmonellę czy gruźlicę, oraz pasożyty wywołujące choroby o równie wdzięcznych nazwach co kryptosporidioza.

Dorośli też są narażeni, bo niesprzątnięte odchody prędzej czy później dostaną się do wody (np. po ulewnym deszczu spłyną do kanałów burzowych a nimi do rzek).

Co więc robić? Zatruwać środowisko psimi odchodami czy toksycznymi efektami foto-rozpadu plastikowych torebek?

Z dwojga złego lepiej jest posprzątać po psie, szczelnie zawiązać torebkę, a później wrzucić ja do kosza. Śmieci uprzątane są na bieżąco, a na wysypiskach nie stanowią już zagrożenia.

Oprócz tego mamy kilka rozwiązań przyjaznych dla środowiska:

- torebki papierowe (ciężkie w użyciu podczas deszczu, ale ponoć Nowy Sącz jest miastem z jednym z najwyższych wskaźników ilości słonecznych dni w Polsce ;) )
- specjalne torebki ulegające biodegradacji dostępne w sklepach zoologicznych (minusem jest wyższa cena)
- woreczki śniadaniowe i jednorazówki produkowane z innych tworzyw niż polietylen. Są to tak zwane bioplastiki - tworzywa produkowane z biomasy (tłuszczy i olei roślinnych czy też skrobi kukurydzianej). Wystarczy uważnie czytać informacje o produkcie lub korzystać z jednorazówek oznaczonych specjalnym symbolem.

Na koniec ciekawostka z zamieszczonej poniżej infografiki - w Stanach Zjednoczonych po swoich psach sprząta 60% społeczeństwa, mimo ich większego doświadczenia w tej kwestii. Dlatego musimy mieć realne oczekiwania. Obecność koszy nie sprawi, że nagle zrobi się czysto. Nawyki ludzkie zmieniają się bardzo wolno. Ale kiedy już się zmienią - pozostaną takie na stałe :)







sobota, 14 listopada 2015

Psia stacja 2 - Bella

ŚMIETNIK

Kiedy przygotowywałam wniosek i rozmawiałam z właścicielami psów w mojej dzielnicy, klika razy usłyszałam takie zdanie:

"Jestem za koszami, ale nie przed moim domem. Nie chcę żeby tam się zrobił śmietnik."

Doskonale rozumiem te obawy. Jednak spacer ulicami osiedla Kochanowskiego pokazuje, że ŚMIETNIK już tam jest. Chyba każdy z nas potrafiłby wskazać zaniedbane, "niczyje" zielone nieużytki, zarośnięte chwastami pasy wzdłuż płotów, zabłocone klepiska... Postawienie w takim miejscu kosza - kosza regularnie opróżnianego - nie spowoduje nagłego przyrostu śmieci. Wręcz przeciwnie - ma szansę przyczynić się do uprzątnięcia takiego miejsca. "Śmietnik", teraz rozwleczony po całym pasie trawy, trafi do pojemnika i zostanie następnego dnia uprzątnięty przez firmę utylizacyjną.

Dlatego chyba warto Psie stacje postrzegać własnie w takim kontekście.

Kosz "Bella" byłby zlokalizowany przy ul. Naściszowskiej 6 (w okolicach ogrodzenia placu).




Psia stacja 1 - Azorek

Czas poznać miejsca gdzie mogłyby się pojawić nasze kosze.

Ul. Naściszowska 29 (a dokładnie pas zieleni po drugiej stronie ulicy).

Zarośnięty pas naprzeciw garaży to miejsce usiane śmieciami. Wielu właścicieli psów przechodzi właśnie tamtędy, żeby ich pupile nie brudzili na trawnikach domów po drugiej stronie ulicy - posesje 29, 27, 25)




Ja sobie radzić bez woreczka?

Autorzy bloga BarkPost zamieścili zabawne zestawienie jak radzą sobie ze zbieraniem psich "pamiątek" zapominalscy właściciele ;)

Nie masz woreczka? Nie ma problemu!


































źródło: BarkPost

Artykuł o projekcie na portalu Sądeczanin.

Chyba własnie dobry przykład i dostępność koszy pomogą stworzyć modę na sprzątanie po psach. I będzie to o wiele bardziej skuteczne niż straszenie mandatami.

"- Jest lepiej, ale co ciekawe po swoich psach sprzątają przede wszystkim młodzie ludzie. Podejrzewam, że to głównie ci, którzy mieli okazję się przekonać jak to wygląda za granicą – komentuje sądeczanka, którą zagadnęliśmy jak sprzątała po swoim czworonogu przy ulicy Rokitniańczyków."

Pełny tekst artykułu jest dostępny pod tym adresem.

Czemu akurat taki projekt miałby być opłacany z Budżetu obywatelskiego?

"Te wszystkie modernizacje chodnika, siłownie na każdym rogu i wykładanie kostką brukową najbliższej okolicy to jakaś porażka. Po co zgłaszać takie rzeczy które miasto i tak prędzej czy później robi? Przecież to marnowanie pieniędzy przeznaczonych na budżet obywatelski. Tu powinny być tyko takie pomysły, na które nikt w ratuszu nawet by nie wpadł lub nie mają szans na realizację z innych źródeł (…)."
/użytkownik Eighties, portal: twojsacz.pl/

Wydaje mi się, że w BO to przede wszystkim świetna platforma do dyskusji co można zmienić w naszym mieście, żeby wszystkim się tu dobrze mieszkało – i dlatego jest w nim miejsce dla obu typów projektów.

Wiem, że prezydent Nowak apelował o ambitne i nietuzinkowe pomysły, ale wbrew pozorom takie właśnie bardzo „medialne” inwestycje są realizowane częściej niż „przyziemna” naprawa chodnika, wybudowanie parkingu czy ustawienie ławek w parku. Łatwiej jest też znaleźć prywatnych sponsorów, którzy będą zainteresowani umieszczeniem swojego logo na terenie Sądeckiej Wenecji, torze do pump tracku czy materiałach promocyjnych dużej imprezy, która przyciągnie media. Oprócz tego takie „nośne medialnie” inwestycje cieszą się dużą sympatią i wsparciem lokalnych polityków. „Małe” projekty takiego wsparcia nie mają i muszą sobie radzić same. I absolutnie nie próbuję być tutaj ironiczna. Po prostu nie potrafię sobie wyobrazić polityka fotografującego się z całą pompą przy koszu na psie kupy.

Natomiast projekty takie jak Psie stacje rodzą się częściowo z frustracji, że od lat się nic nie zmienia, a częściowo z poczucia bezsilności, że nic nie można zrobić. Czy też raczej nie można było DO TEJ PORY.

Budżet obywatelski po raz pierwszy zaoferował możliwość konkretnego działania i dlatego chyba nie powinniśmy się dziwić, że na 37 zgłoszonych pomysłów aż 16 to projekty dotyczące naprawy/przebudowy chodników i budowy miejsc postojowych, a kolejne 9 to place zabaw. Autorzy tych projektów zdają sobie sprawę, że pracownicy Urzędu miasta NIE POTRAFIĄ CZYTAĆ W MYŚLACH mieszkańcom i dlatego sami wychodzą z oddolną propozycją w co zainwestować i gdzie pieniądze z miasta przydałyby się najpilniej. Wydaje mi się, że taki dialog jest jedną z najważniejszych zalet budżetu obywatelskiego.

Jest jeszcze jeden powód dlaczego pisanie tych „przyziemnych” projektów jest zasadne. BO daje szansę zbudowania grupy poparcia dla danego projektu. Oczywiście każdy mieszkaniec Nowego Sącza może napisać do swojego radnego z prośbą o interpelację podczas obrad Rady Miasta, ale jest różnica pomiędzy wnioskiem jakiejś jednej „pani Asi” a zapytaniem skierowanym przez większą grupę mieszkańców. Poparcie jakie uzyska każdy z projektów tegorocznego Budżetu obywatelskiego będzie wyraźnym sygnałem woli mieszkańców i będzie procentować, nawet jeśli dany projekt nie wejdzie do realizacji.