1. BUDŻET. Zależało mi na tym, żeby projekt był tani. Regulamin BO mówi, że "Do realizacji zostaną przeznaczone te zadania, które uzyskały najwyższą liczbę głosów, aż do wyczerpania puli środków finansowych przeznaczonych na realizację zadań." W innych miastach często oznaczało to, że były - przykładowo - realizowane projekty, które zajęły 1, 2, 3 miejsce... ale projekt na miejscu 4 już nie, bo był wyceniony na 150 tysięcy, a w puli zostało już tylko 80. Jeśli jednak któryś z kolei projekt (który otrzymał mniejszą liczbę głosów) był tańszy niż te 80 tysięcy, to on "wskakiwał" do realizacji na miejsce tej pechowej (drogiej) "czwórki".
Psie stacje są NAJTAŃSZYM projektem zgłoszonym w tym roku (nasz budżet zamyka się w 3 600,00 zł). Oznacza to, że nawet jeśli zostaną jakieś pieniężne "okruszki" to jest duża szansa, że starczy tych pieniędzy na kosze. Dlatego chyba bardziej się opłaca starać co roku o zakup koszy dla jednej dzielnicy, niż pisać jeden duży, drogi projekt dla całego miasta.
2. BRAK TRADYCYJNYCH KOSZY. "Piekło" to z jednej strony duża dzielnica willowa, a z drugiej lokalizacja kilku osiedli mieszkaniowych - Szkolne, Tuwima, Kołłątaja, Hallera, Barskie... W porównaniu do innych dzielnic Sącza mamy naprawdę mało koszy - nie tylko psich, jakichkolwiek. Stare Miasto ma kosze na każdym skrzyżowaniu (nie mówiąc już o Plantach, gdzie kosze są dosłownie co 20 metrów). W dzielnicach takich jak Gorzków zarządy osiedli nalepiły na tradycyjnych koszach nalepki informujące o możliwości wyrzucania tam psich nieczystości. Na Osiedlu Kochanowskiego nie ma nawet możliwości rozprowadzenia takich nalepek bo po prostu nie ma na czym ich przykleić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz